Ufff....za mną część zamówienia czekającego zdecydowanie za długo na realizację.
Powstały dwa wizerunki Matki Boskiej.
Format mały - 20x20cm, na płótnie.
Matka Boska Ostrobramska
I Matka Boska Rokitnicka
Jeszcze jedna Bozia została mi do namalowania- Matka Boska Częstochowska.
Ale ciągle czekam na płótno.
Malują się też kolejne ikony i anioły ale o tym na razie sza, bo wzięłam się kilka prac jedonocześnie czego raczej nie praktykuję. Zobaczymy jaki będzie finał takiej ,,masówki".
Muszę przygotować się do długiego weekendu w Kazimierzu.
Mam dwa obrazy na krzyż, a to trochę za mało żeby wyruszać na podbój rynku.
Wiem, że niektórzy artyści, rozpoczęli już sezon handlowy.
Dla mnie początek będzie miał miejsce za tydzień, mam nadzieję że przy ładnej pogodzie i tłumach turystów.
Dziś pogoda dopisała, jak można było podejrzeć na kamerce internetowej skierowanej właśnie na Duży Rynek, dopisali też zwiedzający i malarze ze swoimi dziełami.
A tu - proszę bardzo- Rynek w Kazimierzu Dolnym w dzisiejsze niedzielne popołudnie
Ten wielki żółty napis pokazuje miejsce gdzie zawsze ustawiam swój stojak z obrazami.
No może trochę mało precyzyjnie pokazuje, bo jakoś tak nad parasolami i ogródkiem baru Mars...
Jednak nie unoszę się powietrzu (no może czasem....)-ale stoję za parasolami, gdyż teren przeznaczony dla malarzy jest tuż za Marsem właśnie. Jak na razie tylko ten bar wyszedł z ogródkiem na rynek, ale wkrótce zapewne i dwa inne, mieszczące się obok, a właściwie jak patrzymy na zdjęcie- to przed, również rozstawią swoje ogródki na zewnątrz. Tak więc w poszukiwaniu malarzy trzeba iść wzdłuż parasoli aż do tej najwyższej zabytkowej kamienicy po lewej stronie.
To tak na wypadek, gdyby ktoś z Was kiedyś odwiedził Kazimierz i zechciał obejrzeć moje bohomazy na żywo.
W podcieniach kamienicy jest bankomat :)))))))
I do tego budka, gdzie można nabyć (i to koniecznie) koguta z cista drożdżowego ze słynnej piekarni Sarzyńskich.
Jeśli chcecie mieć pewność,że dostaniecie świeżutkiego - zapraszam do mnie :))) gdyż solidarność handlujących nie pozwala miłej pani z budki na sprzedaż zaufanym osobom koguta ,,wczorajszego".
To tyle w ramach zapowiedzi, a wkrótce mam nadzieję - pierwsza relacja z miasta artystów.
Stęskniłam się za tym Rynkiem...
***
Na koniec trzy migawki z życia Małej Demolki.
Jedna z czerwonego pokoju, gdzie właśnie udaje, iż drzewko za fotelem wcale a wcale jej nie interesuje:
A druga z osławionego już stołu kuchennego gdzie pracujemy sobie razem.
Zwróćcie uwagę jakie gustowne mam pojemniczki na pędzle.
No może i mam bałagan na stole,ok przecież wiem....
Ale za to jaki widok jest tuż za...na parapecie...
Tu są moje skarby, mała namiastka tego jak ma wyglądać całe moje mieszkanie.
Biele, retro, vinage...
Mam nadzieję,że do kolejnej zimy zdążę z metamorfozą.
Jak na razie znowu musiałam ją odłożyć na lepsze czasy.
I tym przyjemnym (przynajmniej dla mnie) widokiem czas zakończyć niedzielne pisanie,
zwłaszcza, że już prawie godzinę temu z niedzieli zrobił się poniedziałek....
I po weekendzie...
Pozdrawiam zatem wszystkich bardzo serdecznie z samego początku nowego tygodnia.